LUBUSKIE,  najnowszy wpis,  POLSKA,  Przerózności

Zacny Walenty z Babimostu

Żył na przełomie XVIII i XIX w. Nazywał się Walenty Snowadzki. Do grona świętych zapewne nigdy nie trafi, ale patronem, a nawet dobroczyńcą zakochanych był jak najbardziej.

Pan Walenty założył w swoim mieście fundusz na wyposażenie cnotliwych panienek Babimostskich. Na ów szczytny cel przekazał niemal 48 ha własnej ziemi zalecając, by cały dochód uzyskany z jej uprawy dzielony był pomiędzy pary, które się w danym roku pobrały. 

Warunkiem otrzymania „posagu” było dziewictwo panny młodej (koniecznie rodowitej babimojszczanki). O męskiej wstrzemięźliwości seksualnej słowa w zapisie nie było, są jednak przesłanki do stwierdzenia, że donator uważał, iż panienkom jest po prostu trudniej (sam ponoć dotrwał w tzw. czystości aż do śmierci).

Zdjęcie jest tylko poglądowe (przedstawia moich dziadków ) 🙂
(a na poprzedniej fotce jest moja babcia Nadzieja)

Aby mieć pewność co do przedmałżeńskiej powściągliwości seksualnej uposażenie wypłacano dopiero w rok po ślubie, a jego wysokość zależała od plonów oraz od ilości par do podziału. Kuratorami funduszu byli proboszcz i burmistrz.

Walenty Snowadzki zmarł w 1827 r.
Wdzięczni mieszkańcy miasteczka ufundowali mu okazały nagrobek. Fundusz funkcjonował jeszcze do 1949 r. (padł dopiero po upaństwowieniu majątku), o miejscowym filantropie jednak nie zapomniano. Staraniem Towarzystwa Miłośników Ziemi Babimojskiej w 2003 r. nagrobek został pięknie odnowiony.

Znajdziecie go tuż obok ładnego kościółka św. Jacka na miejscowym cmentarzu przy ul. Wolsztyńskiej. W Babimoście warto jednak zostać na dłużej i pospacerować po uliczkach. Jest tam wiele ciekawostek, które na pewno jeszcze opiszemy.  

Kaplica cmentarna św. jacka w Babimoście

Natomiast przy walentynkowej okazji warto zaznaczyć, że wielki imiennik naszego bohatera – św. Walenty – patronuje zakochanym od 1496 r.

Równolegle, a może i wcześniej, miał strzec wiernych od wszelkich zaraz, ze szczególnym uwzględnieniem epilepsji, chorób psychicznych, trądu i podagry. Padaczki obawiano się wtedy do tego stopnia, że nawet nie wymieniano jej nazwy. Oględnie mówiąc była to słabota, niemoc albo chorość św. Walentego. Traktowano ją niemal jak opętanie przez diabła, którego z kolei często nazywano po prostu Walkiem. I tak wszystko się pomieszało 😉 

Oskar Kolberg zanotował, że w dzień św. Walentego chłopi poddawali się profilaktycznie zabiegowi upuszczania krwi (zapomniane przysłowie Na święty Walenty puszczaj krew choć z pięty). Znane też były magiczne praktyki, dzięki którym śwenty Walenty miał odganiać wróble od zasianego zboża

Mało tego. W dawnej polszczyźnie można się też doszukać złorzeczenia Bodaj cię św. Walentego niemoc popadła (odpowiednik współczesnego Niech to szlag trafi!), a gdy ktoś używał zbyt wielu grubych słów, to po prostu ciskał Walentymi 😉

I z zapomnianych ciekawostek – w Słowniku języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego można przeczytać kaduk – dawniej epilepsja, padaczka (od łacińskiego caducus = padający, chylący się do upadku, bezpański)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Translate »