najnowszy wpis,  POLSKA,  Przerózności,  sanatoryjnie,  ZACHODNIOPOMORSKIE

O wyższości poranków nad zachodami słońca, czyli posezonowe życie plażowe

Znajdź różnice 😉

Poranki mają w sobie coś z magii. Poranki nad morzem szczególnie.

O ile na obserwację zachodu Słońca wylegają tłumy, nieruchomiejące w oczekiwaniu na to końcowe „plum” na linii horyzontu, to wschody nie przyciągają już tylu kibiców. A przecież są pięknie. I ludzie jacyś uprzejmiejsi.

Bladym świtem nieliczni dreptacze plażowi witają się uśmiechniętym „dzień dobry”. Słońce stopniowo ozłaca dachy budynków, potem falochrony, w końcu każde piórko rozpostartych kormoranich skrzydeł. Wokół błoga cisza… Nawet na promenadzie można oddychać pełną piersią.

Jedynie bursztynowi szperacze są zbyt zajęci, by wyprostować grzbiet (na pozdrowienie zazwyczaj odpowiadają)

Wieczorem jest dokładnie odwrotnie. Trudna do rozróżnienia hucząca muzyka, pokrzykiwania, przepychanki, las kijków do rękopstryków (świadomie nie używam tych słów na „s”, chociaż jedno z nich – samofocia – nawet mi się podoba. I jeszcze mordochwyt 😉 ) – byle tylko bliżej tej przypominającej żółtko kuli, byle lepsze ujęcie wyczarować (zasłaniając przy okazji komu i ile się da). A potem powroty do swoich apartamentów, głowa przy głowie ,w niekończącym się sznurze wystrojonych i wypachnionych promenaderów.

Ja tam wolę delikatne ciche wschody od rozbuchanych energią zachodów, ale jest też cały ten czas nazwany „pomiędzy”.

„Pomiędzy” jest zależne od dnia tygodnia i pogody, jaką ze sobą przynosi. Bywa różne, niemal zawsze uzależnione od lobby parawanowców. Wbrew pozorom parawany niespecjalnie służą do ochrony przed wiatrem od morza, którego w ostatnich dniach po prostu nie było, a tafla Bałtyku ledwie drgała centymetrowymi „grzywaczami”.

Parawany służą do zawłaszczania terenu. Im są większe, tym lepiej. Jeżeli jeszcze w ich obrębie uda się utknąć jakiś głośnik powodujący, że kolorowe ścianki zaczną się wydymać w rytm muzyki, to już szczyt radości. Bo tutaj również wielkość gra rolę. I moc. Głośnika oczywiście 😉😊

Sezonowa wypożyczalnia parawanów już zamknięta, ale cennik jeszcze pozostał 😉

Jakie te ludzie niewyrozumiałe, proszę panią. Jakie nihilistyczne. W głowie się nie mieści!- mimochodem wpada w ucho wymiana zdań przy falochronie. Kilkadziesiąt metrów dalej jakaś dziewczynka kręci piruety na kamieniach. Aż chciałoby zawołać – Uważaj! Pięty zedrzesz!

Dziewczynka obraca się tyłem i czar pryska. Wbrew obiegowemu stwierdzeniu „z przodu liceum, z tyłu muzeum”, właśnie z tyłu wygląda… leciwiej 😉 Dziewczynkopodobna żylasta starsza pani jednak się nie przejmuje i sprytnie zahaczając stopami o pniaki falochronu zaczyna ćwiczyć brzuszki. Robi to tak demonstracyjnie, że po prostu nie da się jej nie zauważyć. I chociaż zdaję sobie sprawę, że to pokaz bardziej dla poklasku niż dla własnej satysfakcji, to mimo wszystko podziwiam jej kondycję. Ja tylko wędruję w te i wewte z kijkami w dłoniach i pewnie nikt, nawet z daleka nie weźmie mnie za dziewczynkę 😉 😊

Ćwiczenia o poranku są mniej ostentacyjne. Ot, ktoś zatrzyma się przy falochronie, żeby zrobić kilka przysiadów. Ktoś inny powymachuje nad głową złączonymi kijkami, jeszcze inny rozciąga się, wygina śmiało ciało albo truchta wzdłuż brzegu.

Od piątku do niedzieli kijkowcy nie mają łatwo. Idąc brzegiem, trzeba nieźle lawirować pośród dziesiątków piaskowych zamczysk i świeżo wykopanych podmakających dołków. Uradowane nagłym wrześniowym latem maluchy chlapią się w nich zapamiętale. Natomiast sięgające linii wody parawany po prostu wkurzają. To tak, jak z akwenami śródlądowymi – niby działka z dostępem do jeziora nie oznacza, że mamy prywatną plażę i do 1,5 metra od brzegu każdy może korzystać z wody, jednak w praktyce jest zupełnie inaczej

Weekendowych atrakcji jest zresztą dużo więcej. Na przykład ni z tego ni z owego na piasku pojawia się rozpędzony quad, a po głośnej sobotniej nocy plaża w niedzielny poranek usłana jest pustymi butelkami i puszkami, bo te po opróżnieniu stają się tak niemożliwie ciężkie, że nie można ich już ze sobą zabrać. Zdarzają się nadpalone drągi, połamane tablice zakazujące chodzenia na wydmy…

A w ciągu dnia klimat robią obnośni sprzedawcy 😊

Gooorącaaa cukrowa kukurydzaaa! Kukurydza jest najlepsza, bo figury nie rozpieprza. Gooorąca gotowana kukurydzaaa!
Popcorn solony dla kochanki i żony! Ooorzeszki w karmelu kup dla żony przyjacielu! Popcooorn! Popcooorn!

Nawet piosenkarka Kayah z kukurydzy robi jaja!
Pińcsteplusa dostajecie, dziecku kolby żałujecie!
Kupcie ludzie kolbę z solą, bo mnie kurde nogi bolą! Goorąca kukurydzaa!

Ej ty tam bez parawanu, kup se kolbę tak dla szpanu!
Nawet Messi na boisku trzyma moją kolbę w pysku

Kukurydza w dzień upalny zwiększa popęd seksualny!
Kuuuukurydza z Łomży, zapobiega ciąży!!

Kukurydza gotowana i dla pani i dla pana!
Nawet papież w Watykanie zjada kolbę na śniadanie! Świeżaaa gotowana kukurydzaaa!

Są też gorące bułeczki z domowego wypieku, latem pewnie reklamowane tak: Jagodzianki dwusmakowe; jagodowo-jagodowe! Teraz o jagodach ani słowa 😉

Lubię ten leniwy czas po sezonie, kiedy tylko weekendy dają namiastkę letnich „atrakcji”, a pogoda bywa bardziej letnia niż w środku wakacji. Nawet wtedy poranki są najspokojniejsze. Jedynie omszałe wcześniej, teraz wyschnięte i posiwiałe od słońca kołki falochronu uśmiechają się pod zielonym wąsem.

Wczoraj morze obudziło się z letargu 😊 Zniknęli parawanowcy, pojawiły się dawno nie widziane fale i malownicze chmury. Jest pięknie.

One Comment

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Translate »